Długi weekend dobiegł końca, dla mnie był to weekend pod hasłem remont.
Z jednej strony nie lubię remontów; kurz, bałagan i całe to zamieszanie źle na mnie działają, ale z drugiej strony podoba mi się, bo jest to zawsze okazja do zmian i nabycia kilku nowości.
Na Charliego remont wpłynął bardzo negatywnie, zupełnie nie potrafił się odnaleźć w tej całej sytuacji, w przeciwieństwie do mojego poprzedniego kota, który był zawsze zaciekawiony, co takiego robimy.
Charlie generalnie ma ciężkie dni, kiedy w kwietniu stopniał śnieg, miał depresję, on tak uwielbia zimę, a teraz zrobiło się upalnie i jemu naprawdę jest ciężko, leży w cieniu, chłodzi się pod prysznicem, dzisiaj w trakcie ulewy i burzy poczuł ulgę, leżał na fotelu, na balkonie i delektował się deszczem. Co do balkonu, nareszcie i tam zawitała wiosna, jest lawenda, mięta, melisa (obgryzana regularnie przez Czarka), rozmaryn i oregano, a powoli wzrasta również rukola i rzodkiewka.
A po remoncie Czaro zamieszkał na drabinie.



























