Ciężkie i pracowite dni za mną, dodatkowo od wczoraj w pracy awaria na awarii, a pracując z dziećmi to duże utrudnienie. Brak wody, prądu i ogrzewania sprawił, że odwołałam wszystkich pacjentów i poszłam do domu. Trochę mi z tym dziwnie, bo zwykle pracuję do późnego wieczora, ale nie narzekam, delektuję się imbirowym napojem własnej roboty i odpoczywam. Chyba zatęskniłam z takimi leniwymi dniami w tygodniu...
Przepis znalazłam w jednym z numerów magazynu Jamie.
150g cukru, 150 ml wody, 4cm imbiru pokrojonego w plastry oraz kiść mięty gotujemy na małym ogniu przez 4 minuty. Odcedzić i wstawić do lodówki.
Z powodu częstych spacerów Charliego na balkon, mięta, którą miałam w domu przemarzła, wykorzystałam miętę suszoną, dodałam również cytrynę.
Rozcieńczyłam z wodą i mocno schłodziłam, pychota!!!
Jak widzicie intensywnie przeganiam zimę, zamiast ogrzewać się ciepłą herbatą lub grzanym winem, dla odmiany się chłodzę.
Szafirki przekwitły, w ostatniej chwili udało mi się zrobić im zdjęcie, jutro kupię kolejne wiosenne kwiatki.



