Jakiś czas temu będąc ze znajomymi na plaży, nazbierałam trochę płatków dzikiej róży. Pomysł był mojej koleżanki, początkowo płatki zbierałam właśnie dla niej, ale zapach róży urzekł mnie tak bardzo, że i dla siebie trochę przywiozłam do domu.
Różany cukier nie powstał, ponieważ przypomniałam sobie o wodzie z róży damasceńskiej, dzika róża wprawdzie nią nie jest, jednak może spełniać podobną funkcję.
Przepisów na wykonanie domowej wody różanej jest całkiem sporo, dzielą się na te bardziej i mniej skomplikowane, ja skorzystałam z najprostszego sposobu i nim właśnie się z wami podzielę.
Płatki dzikiej róży należy delikatnie przepłukać zimną wodą, a następnie zalać wrzątkiem i pozostawić pod przykryciem na całą noc. Rano odcedzić, a uzyskany napar przelać do buteleczek.
Wodę należy przechowywać w lodówce maksymalnie dwa tygodnie.
W internecie jest bardzo wiele informacji na temat korzystnego wpływu dzikiej róży na zdrowie i kondycję skóry. Wodę różaną stosuję od dwóch tygodni, pewnie za wcześnie by mówić o jej właściwościach. Nie stosuję jej do demakijażu, a jedynie jako forma odświeżenia, dzięki temu, że jest trzymana w lodówce, jest doskonała na słoneczne i ciepłe dni. Woda nie podrażniła mojej skóry, od dwóch tygodni nie używam kremu na noc, a jednak nie zauważyłam problemów z przesuszoną skórą.
Zapach wody jest bardzo delikatny, ale wyczuwalny, nie drażni, co jest dla mnie ważne, ponieważ zazwyczaj nie przepadam za zapachem róży w kosmetykach, dotychczas wyjątkiem była róża damasceńska.