Temperatury spadły poniżej zera, zrobiło się biało, każdy powoli oswaja się z tymi zmianami, no może nie każdy, Charlie poczuł się jak u siebie, jego norweska natura każe przesiadywać mu całymi dniami na balkonie, im zimniej tym lepiej i nie ważne czy pada deszcz czy śnieg. Oczywiście drzwi na balkon powinny być cały czas otwarte, bo kiedy kot naprawdę zmarznie, przylatuje ile sił w nogach do mnie pod kołdrę, ogrzewa się przez chwilkę i ponownie idzie na balkon. A ja? Cóż siedzę pod kołdrą, popijam herbatę z imbirem i nadrabiam książkowe zaległości. I w sumie odpowiada mi takie mroźne i rześkie powietrze.



Pierwsze dwie książki Waris Dirie przeczytałam, bo były popularne, po trzecią sięgnęłam z czystej ciekawości. Kiedy ostatnio na półce w księgarni ukazała mi się jej czwarta książka, pomyślałam sobie, o nie, tego już za wiele. Zajrzałam jednak do środka, w spisie treści znalazłam rozdział opisujący życie Waris w Polsce i właśnie dlatego kupiłam również "Czarną kobietę, biały kraj". O tym, że Waris mieszkała w Gdańsku wiedziałam od dawna, jej dzieckiem opiekowała się żona mojego kuzyna, dla mnie pozostawało jednak tajemnicą skąd pomysł na zamieszkanie właśnie w naszym kraju, teraz już wszystko jasne. To niesamowite jak wiele ciekawych pomysłów i projektów może stworzyć dziewczyna bez wykształcenia, która jeszcze nie tak dawno nie potrafiła nawet pisać, a do czyszczenia zębów używa patyczka zamiast szczoteczki. Sporo przemyśleń, a każdy rozdział rozpoczyna afrykańskie przysłowie.
"Zwróć twarz ku słońcu,
a cienie będą za tobą"
przysłowie południowoafrykańskie
A to już poranny widok z mojego okna.
Czas zrobić porządki na balkonie...
Przypominam o trwającym nadal
Candy