W związku z budowlanymi pracami wykonywanymi w mojej okolicy, w ostatni piątek przez prawie 24 godziny byłam bez ogrzewania i ciepłej wody. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że za oknem było -12 stopni. Ale dałyśmy radę, nosiłam Marikę w chuście i grzałyśmy się w ten sposób nawzajem. W sumie nie było tak źle, czas nam miło upłynął i przeczytałyśmy prawie całą książkę. Od kiedy Marika przyszła na świat, czytam na głos, a książki pochłaniamy w bardzo szybkim tempie. Oczywiście nie obyło się bez herbaty, a żeby herbatka nie zmarzła, imbryczek dostał kubraczek. Kubraczek nie byle jaki, bo z Harrods'a. To kolejny prezent jaki ostatnio otrzymałam od dzieci, którymi opiekowałam się w UK. Do kompletu mam jeszcze fartuszek. Przyszedł również kolejny numer magazynu Jamie, wprawdzie wydanie jesienne, ale przepisy bardzo apetyczne. Zresztą w tak mroźne i pochmurne dni, aż miło cofnąć się do złotej jesieni:)